Wytwórcy/Twórcy – cz. 1 wywiad z Magdą Sienicką

IMG_0521-(1)Magda od aniołów

Magdalena Sienicka mieszka w Dziećmorowicach od czterech lat. W jej domowej pracowni powstają wyroby z gliny – toczone na tradycyjnym kole garncarskim, oraz lepione „z ręki”. Jednak pani Magda rozpoznawalna jest głównie dzięki niepowtarzalnym aniołom.
– Czym jest dla Pani ceramika? Sposobem na życie, czy raczej źródłem utrzymania?
M.S. Zdecydowanie to pierwsze. Ceramika artystyczna jest moją życiową pasją. Jeśli miałaby być głównym źródłem utrzymania jej magia by znikła. Tworzenie na skalę masową mija się z wrażliwością i unikatowością, którą chcę przekazać w moich pracach.


– Nie da się tego połączyć? To znaczy zarabiać na ceramice?
M.S. Oczywiście jest to możliwe. Znam wiele osób, które „żyją” wyłącznie ze sprzedaży własnej ceramiki. Jest to jednak dość trudne. Wymaga niemałego poświęcenia, no i zawsze cierpi na tym rodzina. W poszukiwaniu klienta my-ceramicy często przemierzamy setki kilometrów, gdyż sprzedaż głównie odbywa się przy okazji różnych imprez plenerowych. Ceramika artystyczna nie jest łatwym kawałkiem chleba. Niestety, nie jest to towar, bez którego nie można się obyć, więc i odbiorców jest niewielu.

– Kiedy ujawniła się Pani pasja?
M.S. Odkąd pamiętam interesowała mnie sztuka. Pobieżnie realizowałam się w różnych jej formach, ale dopiero ceramika pozwoliła mi się na dłuższą chwilę zatrzymać i stwierdzić, że to jest to, czym chcę się zajmować przez resztę życia. Było to w okolicach 2006 roku. Od tego momentu dzień, w którym nie poczuję chłodu gliny jest dniem niepełnym, tak jakbym o czymś zapomniała…

foto-magda2
– A dlaczego lepi Pani anioły?
M.S. Bo każdy z nas ich potrzebuje. Jedni wręcz namacalnie, więc dla nich tworzę.

– Anioły to nie wszystko, co powstaje w Pani pracowni.
M.S. Tak. Lubię duże formy ceramiczne, stąd te amfory i patery. Często „zatapiam” w glinie otaczającą mnie przyrodę. Inspiruje mnie wszystko, co stworzyła natura, stąd chociażby te lampy wiernie imitujące drzewo, czy lampiony w formie kamieni. Bawię się formą często łącząc jej artyzm z użytecznością.

– Szamotnia. Skąd taka nazwa pracowni?
M.S. Masa na której głównie pracuję, to szamot. Taka gra słów.

– Wcześniej nie uczyła się Pani w szkole ceramicznej?
M.S. Nie, wiedzę dotyczącą ceramiki oraz jej technologii zdobyłam sama. Uczyłam się na własnych błędach. Niestety literatury branżowej, jest ciągle za mało, stąd pomysł na zajęcie na emeryturze: będę pisać książkę dla początkujących ceramików.

– Gdzie można podziwiać Pani prace?
M.S. Najczęściej na imprezach targowych, które odbywają się w naszej okolicy. Ponadto część anielskich prac można obejrzeć na mojej stronie internetowej mojaceramika.blog.onet.pl.
– Chętnie się Pani z nimi rozstaje?
M.S. Nie mam oporów, zwłaszcza jak widzę ile sprawiają radości. Moje anioły to prawdziwi podróżnicy. Wiele z nich pilnuje swoich podopiecznych daleko np. w Szwajcarii, Austrii czy w Anglii. Generalnie zasada jest taka, że jak ktoś ogląda moje prace i nie wie, na co się zdecydować to widocznie nie stworzyłam jeszcze dla niego anioła i to mnie zachęca do jeszcze cięższej pracy. Część osób od razu decyduje się na konkretną figurkę czy przedmiot. Wtedy jestem zadowolona, bo wiem, że wykonałam coś ważnego.

 

Dziękuję za rozmowę

Uwaga:

Jeśli ktokolwiek z Państwa chciałby sam się zaprezentować lub zna osobę, którą warto przedstawić – prosimy o kontakt z Sekretarzem Gminy lub Specjalistą ds. Promocji Gminy.

Tel. 74 8494 340